wtorek, 4 września 2012

Rozdział 5 - "Zawsze będę"

Na moście nad Tamizą stały dwie dziewczyny. Były kompletnie same , przez most nie przejeżdżał żaden samochód , nikt też tamtędy nie przechodził. Szare chmury zwiastowały deszcz , który był w Londynie niemal codziennym gościem. Wiatr zahuczał rozwiewając włosy obu dziewczynom. Stały w ciszy , wpatrując się w płynący potok. Fale stawały się coraz większe , jakby okazując emocje jednej z dziewcząt. Coraz bardziej docierała do niej prawda , a również mocno powiązana z tym bezsilność. Z nieba spadły pierwsze krople.
-Tylko nie płacz. - rzuciła blondynka , pocierając ramię drugiej.
-Ana , jak mam to zrobić kiedy dowiaduję się , że za kilka miesięcy Ciebie już nie będzie ?
Przy ostatnich słowach załamał się jej głos. Brunetka zgięła się w pół i zaczęła łkać. Rozpłynął się jej cały makijaż , lecz nie dbałą o to. Chciała po prostu pokazać światu i Bogu jak bardzo ją skrzywdził. Blondynka kucnęła obok , wzięła kosmyk brązowych włosów odsłaniając fragment twarzy przyjaciółki i uśmiechnęła się ukazując srebrny aparat.
-Dlaczego ma mnie nie być ? Ja zawsze będę , być może nie w postaci człowieka. Może będę małym kotkiem , który będzie codziennie czekał na nowego pana w schronisku , w którym pracujesz ? Lub będę podmuchem wiatru , który rozproszy twoje włosy i strasznie cię tym zdenerwuje.
-Być może , ale wiem że jesteś moim aniołem.
***
Z perspektywy Anny
Powoli wchodząc po schodach rozmyślałam o całym swoim życiu. Nigdy niczego mi nie brakowało. Miałam cudowne dzieciństwo pełne przygód , odwiedziłam prawie każde państwo świata , poznałam ważnych ludzi polityki. Podróże i nauka zapełniały cały mój czas wolny , ale nie przeszkadzało mi to. Po prostu żyłam w innym świecie niż wszystkie dzieciaki w moim wieku. Rodzice nie zawsze mieli dla mnie czas , byli wiecznie zajęci pracą , więc opiekowały się mną nianie. Kiedyś myślałam , że każdy dzieciak musiał uczyć się po szkole po parę godzin. Moje poglądy zmienił dopiero Harry opowiadając , że codziennie po szkole biegał z kolegami bawiąc się w policjantów i złodziei. Nacisnęłam klamkę i weszłam do domu. Zdjęłam płaszcz oraz szal i udałam się w kierunku salonu. Widok osoby , którą zobaczyły moje oczy wbił mnie w podłogę . NA starym skórzanym fotelu idealnie wyprostowana z zamkniętymi oczami siedziała moja matka. Już na sam jej widok ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Moje włosy nie był uczesane , ubrania nie był klasyczne i eleganckie , a w uszach miałam kolczyki z plastiku , które dostałam od Nialla.
-Dlaczego stoisz w ciszy i mi się przypatrujesz , zamiast się przywitać ? - w pokoju rozniósł się głęboki głos mojej mamy. Jej oczy lekko się otworzyły posyłając mi pogardliwe spojrzenie. Czułam jak moje serce zaczyna szybciej bić i robi mi się coraz goręcej. - Jak ty wyglądasz ? Czy ojciec odciął ci dostęp do konta bankowego ?
Mama wstała z fotela i stanęła naprzeciw mnie. Była wyższa o parę centymetrów dzięki szpilkom Christiana Louboutina. Spojrzałam jej prosto w oczy i zauważyłam , że są zaczerwienione od płaczu. Ale przecież Luisanne Summers nigdy nie płacze...
-Kiedy miałaś zamiar powiedzieć mi o twojej chorobie ? - zagrzmiała , robiąc kilka kroków do przodu. W jej oczach pojawił się cień gniewu i wrogości. - A może w ogóle nie miałaś zamiaru o niczym powiedzieć?
-Ja...
-Ty smarkulo ! Wychowałam cię najlepiej jak umiałam , nigdy niczego ci nie brakowało ! A ty jak mi się odpłacasz ? 
Chciałam odpowiedzieć , ale nie mogłam. Jeszcze nigdy nie widziałam swojej matki w takim stanie. Bałam się jej , czułam się jak małe bezbronne dziecko. 
-Gdyby nie twój żałosny ojciec nie dowiedziałabym się o twojej chorobie ! - wrzasnęła i spoliczkowała mnie.
Do moich oczu napłynęły gorące łzy. Mamy dłoń nie opadła , została w tym samym miejscu w którym był mój policzek. Upadłam na ziemię. Szybko się podniosłam , poszłam na korytarz , wzięłam płaszcz i wybiegłam z domu.